czwartek, 11 lipca 2013

Latest Happiness Part 2. *SummerTime 2013

1. wstęp: (11.07.13)
Kolejny raz mrok zerwał mnie z łóżka, wczoraj byłam taka podekscytowana:D! Dziś szkoda mi czasu na sen..
Mission impossible? ,ależ nie, bo marzenia się spełniają.
Uważałam na to czego sobie życzyć.
I  dostałam, dokładnie to czego chciałam,co stale się dopasowuje. Otrzymałam wsparcie, pocieszenie, potrzebny czas, dystans, spokój, sens, więc dokąd zmierza wewn. rozdarcie?
W ubiegłym roku moje aktualne życie wydawało się być dalekim pragnieniem- dziś jestem, mogę je złapać, dotknąć, obserwuję, zwracam zmysły ku radosnej wdzięczności gdzie współistnieje smutek- Widzę szczeble dalszej wędrówki.

Zapominam o celu... zapominam i przestaje się koncentrować na tym co obecnie nas otacza. Tajemnicza droga już nie napawa lękiem, aczkolwiek chwiejny krok pozbawiony jest równowagi.
 Choć i tak się cieszę. i doceniam:-)-zaczynając od zera -ja.. jestem tu! I mam przywilej życia. To cudowne, warto pragnąć i otworzyć się na innych.
Czy widzisz gwiazdę, do której zmierzasz?
Może nosisz ją w sobie

2. Zastąpienie rozpamiętywania aktywnym działaniem, czyli dawka świeżych pragnień:
Edit 16.07.13
W te wakacje zmieniłam poglądy :-))
-Zrozumiałam, że "każdy zakochany jest szaleńcem".
Myśli zaprzątnięte wokół jednej osoby stają się obsesją; zauroczeniem, które najczęściej powoduje więcej szkód dla obu stron. Obok wielkiej siły napędowej kroczy także rozkojarzenie, wyczerpanie, brak apetytu, a chyba najpoważniejszym skutkiem ubocznym jest obwiązywanie sznurem siebie jak i próby zarzucania sideł na obiekt naszych uczuć. Nie byłam najlepsza w oldschool'owej grze łapania rybek;)).
W miłości pragnie się szczęścia drugiej osoby i nie ma miejsca na udawanie kogoś kim się nie jest, zakochujemy się najczęściej namiętnym rozpamiętywaniem-TRACĄC siebie i niszcząc każde" tu i teraz".
Osoba odkochana czuje jak węzły puszczają, dostrzega w końcu barwy życia, odzyskuje apetyt, pragnie na nowo, motywuje ją wolność od sznurów przywiązania oraz wiara w przyszłość, cieszy się poznawaniem nowych ludzi. Nie tkwi już w środku swojego "ja" zatopionego we wspomnieniach i obawach, wypłynęła i może odetchnąć pełną piersią, czując jak w każdą część jej ciała dochodzi szczęśliwość podobna doznaniem do stanu zauroczenia lecz nie wiążąca:
-i czemu by nie przypuszczać, że puste miejsce wypełnia właśnie wyzwalająca prawdziwa miłość, skoro dostrzegasz to czym zostałeś obdarowany i możliwości zrealizowania pragnień!
Ach powinieneś być wdzięczny za każdą lekcją jaką niesie ze sobą złamane serce, bo kiedy przetrwasz ból i pogodzisz się ze stratą, wcale nie czujesz rozczarowania-a radość i większą wiedzę oraz zrozumienie.
Stajesz się silniejszy i postanawiasz realizować siebie, poszerzać zainteresowania, obchodzą Cię losy i sprawy innych ludzi- doceniasz pojawianie się osób, które wcześniej stały dla Ciebie przesłonięte Twoim wyimaginowanym priorytetem.
Nie jestem masochistką;D aczkolwiek jakby głupio to nie zabrzmiało, jestem wdzięczna.
Jestem szczęśliwa i wdzięczna za to, że złamałeś mi serce (inaczej zawiodłeś moje nierealne nadzieje, zatrzasnąłeś drzwi i odciąłeś dopływ endorfin, -Dziękuję Ci za spokój i ukojenie, za to że mogłam zrozumieć i zamknąć za sobą drzwi, ryzykując podążeniem w nieznane).
Mogłabym poruszyć przestrogi związane z umiarem, Nadmierne myśli, dosłownie zaprzątające głowę nazwę po imieniu. Obsesja nie jest normalna i nawet ta najmniejsza przesłania prawdę ale kiedy ktoś jest szczęściarzem, uwolni się z niej, dostrzeże jak to co zostało nam dane, to jak świat jest piękny już bez kłamstw.
-Nie skupiając się na jedzeniu, zaś słuchając ośrodka głodu -ale i nie przywiązując uwagi i myśli diecie, zapewne je się niewiele mając przy tym duży apetyt,. Kiedy ludzie stają się ważniejsi, a na spotkaniach z nimi jedzenie staje się wyrazem serdeczności i umila każdy czas, nie pozostawiając wyrzutów sumienia, jest to  wyznacznikiem "zdrowego podejścia" oraz poczucia, że jesteśmy kochani:-).
- Nie sądziłam, że podczas tych wakacji otrzymam tak dużo! Popełniam mnóstwo błędów ale nie czuję już tej presji, sztywności, więzów i poczucia winy.
Nie wiem dokąd to zmierza, może w złą stronę miłości do świata-jednak więcej szkód wyrządzałam usiłując-skupiając się na tym czego nie można robić i na powinności, może właśnie Ktoś nakierował mnie teraz, aby bez przymuszania zaczęło mi zależeć na innych, szanowała także własne życie i potrzeby? Czuję, że miłość nie wiąże ludzi łańcuchami i kneblami, i nie przymusza, że jest cierpliwa i wyrozumiała i tak okazuje się jako kochająca nas. 

Żyje mi się lepiej kiedy nie zwracam się z każdą głupotą, kiedy chcę dążyć do marzeń pracą, często wspólną, choćby i własną nieudolną i z początku skazaną na potrzebę ogromnego wyćwiczenia. Oddalona, ale nie opuszczona, wiem i wierzę kiedy zostaję wspomagana- gdy naprawdę tego potrzebuję, teraz kiedy to piszę układa mi się w całość. To może wiąże się z większym zaufaniem, a mimo to muszę wspomnieć, bo czułabym się obłudna, że nie czuję już takiej bliskości, prowadzenia za rękę, myślę, że po wrzuceniu na luz życie mi pokaże, i to w jaki sposób je przeżyje, czy zdążę- nie czuję już takiej niechęci do swoich decyzji i niemożności przebaczenia. Podążam może jak dorosły dzieciak- często błędnymi ścieżkami-lecz wg. aktualnego stanu ducha.
-Kolejny, chyba już ostatni wątek jaki poruszę natchniony wakacyjną refleksją, to pewność..
Nie można być niczego pewnym, a ja jestem i pewność ta daje mi ukojenie, poczucie bycia kochaną i wysnuta jest z wiary.
Osoba, która jest sama, może nawet każdy singiel/ka zastanawiali się co jest nie tak, żyjąc w niepewności czy poznają jeszcze kogoś, z kim warto przeżyć resztę wspólnych dni.
Nie chciałam zaczynać od powoływania się na niczyje słowa, jednak w tej chwili wpadłam na to, że spokój jaki otrzymałam idealnie wpasowuje się w kwestię małżeństwa poruszoną przez św. Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian 7.
Niektórzy nie są powołani do małżeństwa, i lepiej jeśli pozostaną sami (co nie znaczy, że samotni-wręcz przeciwnie),
 inni to ci, którzy (nie potrafią, nie radzą sobie lub nie wierzą, że mogą żyć sami)-którzy nie chcą ale i gorzej funkcjonują.
Rozlaźle wytłumaczyłam;-) w obiektywnym sensie, więc wyjaśnię to co wnoszę, na sposób subiektywny i bardziej osobisty.
Chciałabym i pragnę oraz nie wyobrażałam sobie siebie jako samotnej starej panny; dopuściłam taką myśl i była optymistyczna, wolna od ograniczeń aczkolwiek nie "moja".
Nie uważam, że byłabym dobrą matką.
 Dwa dni temu rozmawiałam o tym z kolegą i oboje byliśmy zgodni co do tego, że będąc samemu jest wspaniale, można żyć pełnią życia, spełniać pragnienia i nic nas nie trzyma ale czegoś brakuje;
-Jeśli wyniosłeś coś z lekcji złamanego serca, to wiesz że już nie "potrzebujesz" drugiej osoby do spełnienia swoich potrzeb: Wtedy brakuje tylko osoby, dla której robienie tego wszystkiego, spełnianie pragnień i życie ma sens.
Jeżeli bardzo bardzo pragniesz mieć przy sobie kogoś, z kim tak naprawdę będziecie jednym, bez żadnych tajemnic i bez udawania kogoś kim nie jesteś, na całe życie..
Zbyt piękne.. A czy one nie są przeznaczone do realizacji?
Nie każdy tego chce i jest w stanie "potrafić", a dla mnie?
Tak wielką rolę odgrywa fizyczność, zmysłowość.
Choćby uśmiech, pocałunek, dotyk, czy spojrzenie- Napiera taką siłą miłości, życzliwości, utrzymującą się nawet do kilku dni, utrwalając uśmiech wspomnień (w których nie warto się zatrzymywać samemu; lub zaniedbując przez nie teraźniejszość, ponieważ to co było nie wróci a liczy się to co otacza nas właśnie w tej chwili)
-Przy opanowaniu wewnętrznym, kiedy emocje nie górują, a rozum pozwala dopuścić nieco szaleństwa i zatracenia się w szczęściu, to tak niezwykle ważne dla mojej duszy, i także dla ciała wraz ze sferą emocjonalną i racjonalną.
 Nie potrafię sama stworzyć tego rodzaju szczęścia, serdeczność i życzliwość każdego drugiego człowieka wyzwala radość: ale jeśli jest ona skierowana do nas, przez osobę, którą tak samo mocno doceniamy-staje się wtedy najpiękniejszym prezentem i aspektem zmysłowego życia na Ziemi.
Zakręcona romantyczka bujająca w obłokach...
Uwierzenie w swoją słabość, zaakceptowanie jej, wiotkości duszy wyrażającej się w różnych wadach, niepohamowana ochota na słodycze i zapędzanie się w ośli ślepy zaułek marzeń- napawają spokojem. Romantyczne marzenia ściętej głowy, zamieniła w Pragnienie-chęć spędzenia reszty życia z osobą, z którą 1. oboje będziemy chcieli je dzielić, 2. znając siebie nawzajem bardziej i bliżej niż z kimkolwiek z pośród innych ludzi.
Jeśli potrafisz i dobrze Ci się żyje i nie potrzebujesz "drugiej połowy"-to dobrze; jeżeli musisz stale zastępować miłość "substytutami" i pragniesz być z kimś, z kim potrzebujecie siebie-to dobrze.
Czego byś nie wybrał, kiedy zdasz sobie sprawę ze swoich potrzeb i zaakceptujesz ich istnienie, wtedy będziesz spokojny i pewny swojej przyszłości. Uwierzysz w swoje przeznaczenie, wiara Cię zmotywuje, a pragnienia oprawisz w ramy rzeczywistości.
Czyż nie??
:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz